Pocztówka z Mazur – Elemental Triathlon Series Augustów

august1

 

Kolejne zawody Elemental Tri Series odbyły się w Augustowie 12 czerwca. Byłem bardzo dobrze nastawiony do tego startu z trzech powodów. Po pierwsze nie czułem, że powinienem zrobić świetny wynik – jestem w mocnym treningu. Po drugie warunki pogodowe były optymalne – nie wiało i było raczej chłodno. Po trzecie – bardzo odpowiadała mi trudna trasa biegowa – im trudniej tym dla mnie lepiej. 

Organizacja

Co do organizacji zawodów to prawie wszystko było na piątkę. Strefa zmian przestronna – wystarczająco miejsca na sprawną logistykę T1 i T2. Rowery nie były stłoczone i wepchnięte butem na stojaki.  Trasa kolarska dobrze oznakowana i co najważniejsze – dobrze zabezpieczona przez miejscowych strażaków. Wolontariusze bardzo dobrze wykazywali się w strefach z wodopojem. Bufet na mecie dobrze zaopatrzony – pomarańcze, arbuzy, woda, izotoniki. Dla każdego coś miłego. Trasa biegowa miejscami wąska, ale też nieźle oznaczona i świetna do kibicowania (4 pętle dla dystansu olimpijskiego).

Jedyny zauważalny minus, to start falowy. Sprinterzy wystartowali tylko 5 minut przed olimpijką i ci najlepsi „olimpijczycy” wpływali na wolniejszych z dystansu sprinterskiego. Poza tym, nie było błędów.

Start

Pływanie poszło mi lepiej niż w Olsztynie. Drugie kółko przepłynąłem w nogach, zachowując więcej sił na rower. Nie miałem większych trudności z nawigacją, bo warunki w wodzie były optymalne. Odcinek kolarski to walka o utrzymanie dobrego tempa. Pierwsze 20 kilometrowe kółko przejechałem przyzwoicie, ale drugie nie było już tak szybkie. 1h 7 min. to nie był szczyt możliwości. W drugiej połowie dystansu zawodnicy wyprzedali mnie jak pachołek wyznaczający oś jezdni. Wiedziałem, że nie mogę się szarpać, bo jeszcze przede mną bieg.

A na biegu, jak to na biegu – czas na odrabianie strat. Szybka T2 i lecę na 10 km cross, tym razem głównie po chodnikuNa pierwszym kilometrze wyprzedam kilku zawodników, po czym staram się ustabilizować tempo. Jeden z triathlonistów zamierza się ze mną ścigać. Wyprzeda mnie i dyktuje tempo. Myślę sobie: ok, Ty tu rządzisz. Ciśnij mocno, a postaram się za Tobą utrzymać. 

No i tak żwawo biegniemy, jeden kilometr, drugi, trzeci, piąty, siódmy. Zaczynam się zastanawiać czy starczy mi sił na te interwały góra/dół. Wyprzedamy kolejnych biegaczy. Na dziewiątym km decyduję się na sprint na podbiegu. Opłaciło się, ale tętno wynosi już 95% – 184 uderzeń/min. Staram się za wszelką cenę utrzymać kilkanaście metrów przewagi. Ostatni kilometr to raczej płaski odcinek lub nieznacznie w  dół. Gdy słyszę już z oddali głos spikera – niezastąpionego Wanię Waniewskiego – wiem, że utrzymam to dobre miejsce. Jeszcze nie wiedziałem, że jestem 3 OPEN.

Na metę wpadłem bardzo zadowolony chociaż z trudem łapałem oddech. Szczególnie cieszyło mnie to , że utrzymałem mocne tempo na końcówce. Bieg poniżej 38 minut nastraja optymistycznie. Kolejne zawody z cyklu Tri Series 31 lipca w Blachowni pod Częstochową.

aug2

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *