Archiwa kategorii: Biegi

Trening do Tokio

Finiszer maratonu

Przygotowania do maratonu rozpocząłem z różnych względów po Biegu Niepodległości mając świadomość, że czasu nie było dużo.

Trening trwał zatem niecałe 4 miesiące i cechował się relatywnie szybkim zwiększeniem zarówno intensywności jak i objętości co wiązało się z ryzykiem przeciążenia. Najważniejszymi jednostkami były niedzielne długie biegi, czyli od 30 km w górę. Zacząłem „wydłużać się” w połowie grudnia. Bieganie wykonywałem głównie na bieżni mechanicznej (kąt nachylenia w przedziale 0,5-1%).

Wymagające niedzielne jednostki na których średnie tempo wahało się od 4’55” do 4’40″/km bywały okraszone akcentami. Przykładowo 21 stycznia wykonałem 34 km w 4’50″/km (145 avg. HR) w tym od 27 do 32 km w tempie 4’00″/km + 2 km schłodzenia (gradient 1% przez cały czas).

Najbardziej intensywne jednostki były zaplanowane w środy. Przykładowe zadania to: 75′ E w tym 8×1 km w 3’30″/km p.2′, 80′ E w tym 5x 2 km w 3’45”, 90′ E w tym 3x 4 km w 3’55″/km p.2′, 90′ E w tym 2x 8km w 4’00” p.3′.

Podstawą, jak zwykle, były jednostki tlenowe w których tempo wahało się od 4’55” (w listopadzie) do 4’40″/km (w lutym). W nich – minimum raz w tygodniu – pojawiały się akcenty szybkościowe (sprinty, przebieżki lub biegi Vo2max). Biegi w strefie trzeciej, czwartej i piątej nie przekraczały 20% całej objętości treningu.

Starałem się pracować nad kadencją. W listopadzie na biegu Niepodległości pobiegłem kadencją 163. Zależało mi aby ją wywindować do 170 podczas docelowego startu.

Największa objętość treningowa przypadła na styczeń i wyniosła ponad 400 km. Z uwagi, że czułem dość mocno w nogach styczniowy kilometraż zdecydowałem się na ostatni długi bieg na 4 tygodnie przed startem.

Tapering był celowo wydłużony do 3 tygodni. W nim – wyjątkowo – pojawiły się takie środki treningowe jak pływanie, ergometr wioślarski czy rower, dzięki którym wykonałem pracę tlenową. Jeśli idzie o bieganie w tym okresie to nie zamierzałem zwalniać. Prędkości oscylowały w granicach 4’30”-4’40″/km. Objętość biegowa w okresie wyostrzenia zmalała o 60%. Braki w treningu biegowym, w ostatnim okresie przed startem, były wyrównane pracą na ergometrze lub trenażerze. Tutaj zainspirowałem się nieco pracą Jacka Tyczyńskiego z jego podopieczną – czołową biegaczką górską.

Sam maraton przebiegł nomen omen bez większej historii. Na trasie zjadłem trzy hydrożele maurten (odpowiednio 10, 20, 30 km). Na każdej stacji żywieniowej (co 5 km) wlewałem w siebie nieco izotonika oraz wody. Średnie tempo z całości to 4’06″/km. Minimalny positive split (1h 26′ 15″ na pierwszej połówce i 1h 26′ 47″ na drugiej). Średnie tętno z całości 167. Tętno maksymalne 181. Kadencja 172. Maraton pokonałem w butach nike vaporfly 3. Temperatura podczas startu 6* C (odczuwalna dużo wyższa ze względu na słoneczną pogodę), temperatura na mecie 11 *C (odczuwalna w okolicy 15 stopni). Wiatr lekki-umiarkowany.

Trzy i pół miesiąca przygotowań to zdecydowanie zbyt krótki czas, aby mówić o spokojnym budowaniu formy. Nie polecam takiej strategii, bo to balansowanie na krawędzi jak śpiewał Bruce Dickinson. W tym przypadku ryzyko się opłaciło, ale …nie będę tego scenariusza powtarzał.

Specyfika Maratonu Nowojorskiego, czyli jak nie schrzanić sobie startu

Maraton Nowojorski ukończyło w tym roku ponad 53 tysiące biegaczy i biegaczek. To największy, pod względem frekwencji, maraton na Świecie. Jest kilka ścieżek, aby się na niego dostać. Pierwsza: trzeba szybko biegać (spełnić minima kwalifikacyjne -> https://help.tcsnycmarathon.org/customer/en/portal/articles/1826954-time-qualifiers ). Można też próbować swojego szczęścia w losowaniu pakietu. Kolejną opcją jest zebranie odpowiedniej ilości środków pieniężnych na cele charytatywne. Jeśli nie jesteśmy przekonani do powyższych ścieżek możemy też (słono) zapłacić agencji, która zorganizuje nam wyjazd. Zatem możliwości jest sporo.

Jeżeli dostaniemy potwierdzenie udziału w tym sportowym wydarzeniu powinniśmy pamiętać o kilku istotnych kwestiach.

Logistyka

Na kilka tygodni przed maratonem należy wybrać, specjalnie dla nas zarezerwowany, środek transportu (prom lub autobus), dzięki któremu trafimy odpowiednio wcześnie na miejsce startu. Dodatkowo – mamy dwie opcje jeśli chodzi o depozyt (chociaż stricte związaną z depozytem to tak naprawdę jedną). Możemy zostawić swoje rzeczy firmie kurierskiej w miejscu startu, które następnie zostaną dostarczone do strefy finiszera lub wybrać opcję „post race poncho”, czyli kawałek ocieplanej narzutki, którą zakładamy na siebie po biegu, żeby się nie wychłodzić i nie dostać wilka. Ta druga opcja jest sugerowana przez organizatora. Decyzję o naszych preferencjach musimy podjąć w tym samym czasie w którym wybieramy środek transportu na Staten Island – miejsce startu.

Expo

Po odbiór pakietu warto pofatygować się popołudniu, żeby uniknąć porannych kolejek. Od wejścia po lewej stronie są komputery na których znajdujemy swoje nazwisko i drukujemy kwit podobny do tego z polskiej poczty. Na wydruku jest nasz numer startowy – z nim podchodzimy do odpowiedniego stanowiska po pakiet startowy. Potem jeszcze odbiór koszulki i już tylko zostaje nam buszowanie po Expo. Warto mieć świadomość, że hala Javits Convention Center – położona przy 11 Avenue i 35th Street- jest ogromna i możemy w niej zrobić sporo kilometrów. Zatem starajmy się oszczędzać nogi, zwłaszcza gdy odbieramy pakiet na dzień przed startem.

Zmiana czasu

Pamiętajmy, że zawsze dzień przed startem przestawiane są zegarki. Na szczęście w tę dobrą stronę – zarabiamy dodatkową godzinę.

Logistyka w dniu startu

Między piątą a ósmą rano powinniśmy przetransportować się na Staten Island. Wcześniej, poprzez stronę organizatora, rezerwujemy sobie godzinę o której to mamy zamiar wyruszyć promem bądź busem. Warto być kwadrans lub dwa wcześniej, żeby zaklepać sobie miejsca siedzące. Ja wybrałem prom o 5:45. Po opuszczeniu promu wsiadamy do podstawionego autobusu i 15′ jedziemy do miasteczka maratońskiego. Tam mamy możliwość zjedzenia śniadania (słodka bułka, herbara, kawa,woda, miodowe wafle, banan). Na 3h przed startem pozwoliłem sobie na cały zestaw. Dunkin Donats (tak, to ta sieciówka od pączków) rozdawał też charakterystyczne czapki, które cieszyły się sporym powodzeniem. Bardzo ważny jest odpowiedni do warunków ubiór wierzchni zostawiany potem przez maratończyków dla organizacji pomocowych. O 6:00 w tym roku było 8 *C, więc nie najcieplej. Warto wziąć z sobą kurtkę, rękawiczki, czapkę i skarpety narciarskie, żeby zwyczajnie się nie wychłodzić czekając na start (np.siedząc na krawężniku lub pod jakimś drzewem). Wszystko potem zostawiamy w specjalnych kontenerach na ubrania. W związku z tym, że na linii startu czeka się dobre kilkanaście minut spora grupa biegaczy zrzucała część garderoby tuż przed wystrzałem startera. Pierwsza fala ruszała punkt 9:40.

Bieg

Jeśli chodzi o trasę i strategię to rekomenduję przebiec spokojniej przez most na Brooklyn. Początek zazwyczaj pokonywany jest zbyt szybko przez biegaczy – pewnie pod wpływem chwilowej ekscytacji z widoków na panoramę Manhattanu. Trasa nie jest jakoś mocno pagórkowata. Chociaż zdarzają się odcinki wymagające, to nie są one specjalnie długie. Nie wiem czy mógłbym wymienić jakiś konkretny trudny fragment. No może końcówka w Central Parku mogłaby być bardziej płaska, ale to raczej narzekanie na brak sił na ostatnich kilometrach. Na trasie regularnie, chyba co milę, rozstawione są punkty nawadniania (woda + gatorade endurance). Są też oczywiście punkty z żelami, czy solą.

Szczęśliwie w tym roku nie wiało jakoś mocno, choć jeszcze dwa dni wcześniej cisnęło jak w kieleckim. Warunki były optymalne: słonecznie i 13* C w południe.

Biegnie się trudno tylko na początku (jest tłoczno). Po przebiegnięciu przez most nie jest już tak źle. Można spokojnie trzymać swoje tempo.

Podsumowanie

Maraton Nowojorski to wydarzenie sportowe robiące ogromne wrażenie. Same liczby o tym świadczą. Atmosfera podczas biegu jest naprawę gorąca. Warty wspomnienia jest bardzo głośny doping kibiców na Brooklynie. Na całej trasie jest niewiele miejsc gdzie brakuje wspierających maratończyków kibiców. Warto przyjechać na ten wyjątkowy bieg, żeby doświadczyć: uznania wolontariuszy skoszarowanych w Central Parku, ciepłych słów i gratulacji od Nowojorczyków, czy wysłuchać Tunnel of love i Sultans of swing Dire Straits idąc alejami Central Parku po ukończonym wyścigu.

Serdecznie Wam ten maraton polecam!

Relacja z Maratonu – część pierwsza

Boston2

Start w maratonie bostońskim był dla mnie bardzo ważną sprawą. Udział w tym niezwykłym biegu to realizacja planu, który pojawił się mojej w głowie kilka lat temu. W tym momencie mogę przyznać, że były to najważniejsze zawody w jakich kiedykolwiek uczestniczyłem. Postaram się opowiedzieć jak przebiegały i co utkwiło mi najbardziej w pamięci. Czytaj dalej

Bo bieganie to sama radość. XXXIII Bieg Chomiczówki

chomiczowka_bielany_2189

zdjęcia udostępnione dzięki portalowi maratonczyk.pl

Po weryfikacji szybkości, podczas zawodów sztafetowych w Arkadii, przyszedł czas na test wytrzymałości. Standardowo, jak co roku w połowie stycznia, pojawiłem się na Biegu Chomiczówki, aby zweryfikować aktualną formę biegową. Zawody jak zwykle były mocno obsadzone. Na starcie pojawili się znakomici polscy biegacze długodystansowi z Emilem Dobrowolskim i Błażejem Brzezińskim na czele. 

Czytaj dalej

Parkingowe drifty

relay

fot. Magda Warzybok

Szóstego stycznia, tego roku, odbyła się trzecia edycja sztafetowego biegu 10K Relay. Pięcioosobowe zespoły miały do pokonania w sumie 10 kilometrów, a zatem każdy z zawodników musiał przebiec dwie kilometrowe pętle. Trasę wytyczono na podziemnym parkingu centrum handlowego arkadia. Tak jak w zeszłym roku reprezentowałem drużynę Trinergy. Wrażenia z tej imprezy zawarłem poniżej. Są ciekawsze niż ten wstęp.

Czytaj dalej

Runmageddon, czyli piekiełko

002_Runmageddon Rekrut 2014 15-05-53_L3W7409

http://galeria.bikelife.pl/galleries/300?category=nonumbers&view=list#/300/1/0

Ekstremalny bieg kojarzy mi się z zawodami w Badwater (dla niezorientowanych to 217 kilometrowy ultramaraton w Dolinie Śmierci, w Kalifornii), zaś Runmageddon  z przereklamowanym sprawdzianem dla fitnessek, rzeszy amatorów crossfitu i wszelkiego rodzaju hipsterstwa biegowego. Postanowiłem zweryfikować swoje wyobrażenie na ten temat i wziąć udział  w warszawskim Runmageddon Classic na dystansie 12 km.

Czytaj dalej

1:20 połamane. Relacja z 10 PZU Półmaratonu Warszawskiego.

adr1

To był mój szósty Półmaraton Warszawski i pierwszy w którym zszedłem poniżej godziny 20 minut. Rok temu w Pabianicach pobiegłem 1:20:33 w niemal idealnych warunkach pogodowych. Do tego trasa była niemal płaska jak stół.  Tym razem nie było idealnie zarówno pod kątem profilu trasy jak i warunków (szczególnie jeśli chodzi o wiatr). Jednakże byłem świadomy, że nie będzie to wyprawa do warzywniaka po ziemniaczki.

Czytaj dalej